Lifestyle

Hotel Ekwador i Jeździecki Klub Sportowy „U Robsonów”

Hotel Ekwador i Jeździecki Klub Sportowy "U Robsonów"

Rozmowa z właścicielem hotelu Ekwador i Jeździeckiego Klubu Sportowego "U Robsonów" – panem Robertem Hestkowskim

Skąd wzięła się u Pana pasja do koni?
– Trudno powiedzieć, od dziecka. Uczyłem się w technikum rolniczym w Reszlu i tam zacząłem jeździć mając 14 lat. Kiedy byłem chyba w drugiej klasie, władze szkoły sprowadziły konie wierzchowe i rozpoczęła się działalność szkolnej sekcji jeździeckiej. Był to październik 1983 roku.

A skąd pomysł, żeby wybudować ośrodek jeździecki?
– Nowe pomysły każdego dnia wpadają do głowy.

Ciężko jest rozkręcić koński biznes?
– Nie traktuję tego, jako biznes. Prowadzę firmę meblową. Kiedyś kupiłem to gospodarstwo od znajomych, którzy popadli w problemy finansowe. Była tu jedna stajnia, a ja miałem już wtedy pierwszego konia prywatnego. Trzymałem go w Kierzbuniu, ale potem przeniosłem tutaj. Zacząłem progresować, jeśli chodzi o jeździectwo. Troszeczkę ludzi zaczęło do mnie wstawiać konie, zaczęliśmy jeździć na zawody, potem wpadł pierwszy pomysł wybudowania hali, bo bez tego nie byłoby jazdy zimą.

aaa2.jpgDSC_0320.jpg

Od kiedy istnieje ośrodek?
– Od 2000 roku. Chyba w 2001 wybudowaliśmy pierwszą halę, a w 2005 drugą, dużą. Jej zbudowanie to też przypadek. Znowu znaleźli się znajomi, którzy mogli ją okazyjnie sprzedać z powodu problemów życiowych. Ze względu na bardzo niską cenę tej hali, zdecydowałem się ją nabyć. Tak to powoli, organicznie wszystko rosło. W związku z tym, że bywałem na zawodach w innych ośrodkach próbowałem wymyśleć, co by tu zrobić, żeby zimą zarówno jeżdżenie, jak i oglądanie na tak dużej hali było przyjemnością. Przede wszystkim na trybunach musi być ciepło, dlatego zainstalowałem ogrzewanie gazowe. Myślę, że kapitalnym pomysłem jest restauracja z widokiem na halę, gdzie popijając kawkę można oglądać zawody.

Rzeczywiście, restauracja przy hali jest rewelacyjnym pomysłem. Mało gdzie jest taka możliwość.
– To właśnie doświadczenia z innych ośrodków przyniosły te pomysły. Jeśli chodzi o ścisłość, rozwój ośrodka jeszcze nie jest zakończony.

No właśnie, co jeszcze chciałby Pan tu wybudować i unowocześnić?
– Powoli opadam z emocji konieczności robienia czegokolwiek na siłę, ale mam zamiar jeszcze w tym roku zrobić parkingi, utwardzić drogi, oświetlić budynki, żeby było ładnie i kameralnie, założyć wokół dróg i parkingów zieleń, zbudować karuzelę dla koni oraz ogrodzić trwale pastwiska.

Jaka jest powierzchnia całego obiektu?
– Całe gospodarstwo ma 60ha łącznie z lasami, a na potrzeby „końskie” wykorzystywanych jest 20 kilka.

A jakie są nowoczesności? Na pewno ogrzewani hali, a np. monitoring?
– Nie ma monitoringu. Mamy 24 godziny na dobę obsługę w stajni i myślę, że kamery nie są potrzebne. Nigdy nie zdarzyło się nic złego (puk, puk). Pracownicy mają tak skonstruowane godziny pracy i obowiązki, że nawet w nocy bez przerwy są w stajni i na bieżąco wszystko sprawdzają. Na ten moment monitoring nie jest nam potrzebny, ale nie wykluczam, że w przyszłości założymy taki system. Nie mamy infrastrukturalnych problemów oprócz właśnie dróg i parkingów. To jest mankament, który musimy poprawić.

Widziałam, że ośrodek jest certyfikowany, posiada I kategorię. Jak długo?
– Od roku albo półtora.

Jakie są zasady uzyskiwania takiego certyfikatu?
– Ja się tym nie zajmowałem, tylko moi pracownicy. Nie mam pojęcia, ale między innymi muszą być odpowiednie wymiary hali, boksów, instruktorzy z uprawnieniami.

DSC_0321.jpg DSC_0306.jpg

 

Jakimi sukcesami organizacyjnymi może się Pan pochwalić? Jakie imprezy były organizowane w tym obiekcie?
– Wcześniej organizowaliśmy raz eliminacje do Halowego Pucharu Polski w skokach przez przeszkody i finał HPP. To było w roku 2006.

Czemu zaniechał Pan organizowania tak dużych wydarzeń, mimo że są możliwości?
– Ludzie nie chcą do nas za bardzo przyjeżdżać, bo jesteśmy „daleko od świata”. Wcześniej PZJ dał nam terminy, w których była słaba frekwencja, a na tego typu zawody powinno przyjeżdżać 250 koni, a nie 100.

Jak coś robić, to porządnie.
– Zanim powstał ten ośrodek, miałem na celu propagowanie jeździectwa na poziomie okręgowym do 120 – 130 cm oraz szerzenie kultury i techniki jeździeckiej, które w wielu miejscach były na poziomie tragicznym. Poprzez organizację zawodów, właśnie takich małych oraz propagowanie jeździectwa u dzieci i młodzieży i wbijanie im do głowy pewnych prawideł, które muszą być przestrzegane od początku kariery jeździeckiej, chcemy doprowadzić do tego, aby ludzie, którzy jeżdżą na poziomie 110 – 130 cm jeździli parkury nie wzbudzając negatywnych emocji. Żeby to wyglądało jak jeździectwo, a nie walka o przetrwanie. Dlatego nie wysilamy się, aby organizować zawody ogólnopolskie, chociaż, jak pani powiedziała, warunki mamy dobre i możemy je organizować z powodzeniem. Natomiast nie jesteśmy na to ukierunkowani i nie jest naszym celem nadrzędnym konieczność pokazania się w kraju. Myślę, że ośrodek jest znany w Polsce i ci, którzy przyjeżdżają do nas na zawody, to zawodnicy z Warszawy, z Kwidzyna, z Grudziądza, z Trójmiasta, a nawet z Białegostoku. Teraz mamy gości z Litwy, już któryś raz z kolei. Dobrą jakością zawodów, dobrą obsługą, dobrymi parkurami chcemy zachęcać ludzi, żeby nas odwiedzali.

Czy współpracuje Pan z innymi ośrodkami, instytucjami? Np. dla pozyskania sponsorów?
– Nie pozyskujemy żadnych sponsorów, ponieważ przepisy i regulaminy zawodów, które organizujemy są tak skonstruowane, że one w zasadzie się same finansują. My do tego nie dokładamy. Przy okazji każdych zawodów działa hotel i restauracja.

Może byłoby więcej chętnych, gdyby nagrody były większe?
– Ja nie jestem aż tak zdesperowany, żebym gdzieś musiał iść po 500 zł i potem musiałbym się tłumaczyć, z tego, co zrobiłem, albo nie zrobiłem. Jest mi to niepotrzebne. Natomiast nie dybiemy na pieniądze zawodników. Przy takiej frekwencji, w granicach 80 – 100 koni, organizacja zawodów nam się zamyka. W sezonie zimowym wypłacamy ok. 70 000 zł nagród, przy okazji organizacji 7 zawodów i tyle nam zawodnicy płacą. Oczywiście płacą trochę więcej, bo zawody kosztują około 7-8 tys. zł, ale uczestnicy płacą tę pulę i w zasadzie jest ona dzielona, a my nie mamy z tego nic. Nie chcemy mieć.

Dziękuję Panu za rozmowę.                                                                                                                    www.ekwador.zabookuj.eu

Paulina M.                                                                                                                           Halowy Puchar Warmii i Mazur 2012/2013
                                                                                                                                              Halowy Puchar Warmii i Mazur 2011/2012
                                                                                                                                                                       Czempionat Trakeński 2011

Komentarze

Prześlij nam newsa