Wypoczynek

Dzień na Helu

DSCN0226.JPG15 sierpnia – środa, jeden dzień wolny od pracy, hm…. i co by tu robić? Choć pogoda nie zachęcała do wycieczek postanowiliśmy wybrać się na Hel. Decyzja aby zostawić auto i ruszyć innymi środkami lokomocji, wszystkim przypadła do gustu.
O godz. 13-tej byliśmy zwarci i gotowi, by wsiąść do tramwaju wodnego Żeglugi Gdańskiej. Linię m.in. obsługują cztery katamarany o szlachetnych nazwach: Agat, Rubin, Opal i Onyx. Nam trafił się Opal. Rejs na Hel trwał niecałe 2h. Na pokładzie można było skorzystać z baru serwującego napoje i coś do pochrupania. Gorąca czekolada z bitą śmietaną była bardzo dobra 😉 Niewiele jednak osób skusiło się na skosztowanie czegokolwiek, gdyż trochę bujało. Mimo niezbyt korzystnych warunków pogodowych (wiatr i mżawka) część osób i tak przebywała na górnym pokładzie.
Na Hel dopłynęliśmy ok godz. 15.00. Zapach smażonych ryb z nabrzeżnych restauracji i barów szybko poruszył nasze żołądki. Halibut, dorsz, dorada, rekin, łosoś, miętus, fladra… mmmm…. Problem co wybrać. W ostateczności skusiliśmy się na halibuta i dorsza.
Najedzeni i zadowoleni ruszyliśmy w stronę dworca by sprawdzić odjazdy pociągów. Drogę powrotną planowaliśmy odbyć koleją.
W dniach 12-19 sierpnia na Helu odbywa się impreza D-Day. Jest to jedyna w Polsce rekonstrukcja wydarzenia z  II wojny światowej – lądowania w Normandii. Odbywa się na helskiej plaży.
DSCN0253.JPGUdaliśmy się do celu naszej wycieczki, mianowicie do Muzeum Obrony Wybrzeża, które jest jednym z organizatorów D-Day.
Na terenie skansenu MOW mogliśmy podziwiać działa artyleryjskie, pociski, miny wodne, czynną kolej wąskotorową, bunkry – stanowiska baterii i wiele innych. Najciekawszym jest stanowisko B2 największej baterii świata Schleswig-Holstein, a w nim – 12 wystaw stałych z historii obrony wybrzeża. Na mnie największe wrażenie wywarły pomieszczenia ambulatoryjne z różnorodnym sprzętem, aparatem rentgenowskim, strzykawkami, piłami do kości brrrr…. Szkoda, że działo zostało przeniesione podczas wojny do Francji, bo patrząc na ogrom stanowiska, robiłoby wrażenie swoim monumentalnym rozmiarem 406 mm. Po zwiedzeniu skansenu wybraliśmy się na wieżę kierowania ogniem, w której również podziwialiśmy ekspozycje i widok z tarasu.
Czas nas naglił więc musieliśmy wracać, nie zdążyliśmy zwiedzić fokarium, ale to przy następnym razie.
Jak już wspominałam wracaliśmy koleją – a właściwie szynobusem. Przyznać z przykrością muszę, że od dawna w takim ścisku nie jechałam. Sezon, w dodatku dzień świąteczny, jeden z ostatnich pociągów, a podstawiony został krótki wagonik. Masakra! Ledwo wepchnęliśmy się do środka. Do Władysławowa jechaliśmy jak przysłowiowe śledzie w beczce. Na szczęście od Pucka się zluzowało i do Gdyni zajechaliśmy na siedząco. Przesiadka na SKM do Gdańska, w Gdańsku do autobusu i do domu 🙂 Wycieczkę zakończyliśmy po godz. 23-ej.
Mimo kolejek i czasami tłoku i tak warto było zostawić auto i wybrać się komunikacją. Zachęcam wszystkich do korzystania ze statków, promów, tramwajów wodnych, pociągów i szynobusów 🙂

A.S

Wszystkie zdjęcia zamieszczone na portalu są chronione prawami autorskimi i stanowią wyłączną własność portalu www.zabookuj.eu. Zabrania się kopiowania, reprodukowania, publikowania, umieszczania w Internecie, przesyłania, transmitowania, rozpowszechniania i/lub modyfikowania.

Komentarze

Prześlij nam newsa