Lifestyle

Z Wrocławia, przez Warszawę, na Pomorze

Z Wrocławia, przez Warszawę, na Pomorze
czyli rozmowa z Sandrą Piwowarczyk-Bałuk z SK Ciekocinko…
 
1.jpgZbliża się sezon otwarty – jakie ma Pani plany sportowe?
W związku z rozpoczętą współpracą z Olą Lusiną, wyjechałyśmy do Walencji na CSI 2* i to są zawody 3 tygodnie pod rząd. Wracamy tak naprawdę po miesiącu. Zabraliśmy 8 koni, głównie młodych i startujemy razem z Olą. Później mamy 3 tygodnie przerwy i jedziemy do Arezzo na CSI 3* też na trzy tygodnie. No i to będzie połowa kwietnia. To jest plan na początek sezonu i zobaczymy co dalej w maju. 
 
Jeździ Pani na zawody zagraniczne. Przyczyną jest niski poziom jeździectwa w Polsce czy chęć konkurowania z najlepszymi? Dlaczego nie polskie zawody?
Powodów jest kilka. Po pierwsze w Polsce niewiele jest takich imprez, na których są dobre warunki dla koni, jeżeli chodzi o podłoże. Chodzi o takie zawody, żeby przyjechać ze zdrowym koniem i wyjechać również ze zdrowym koniem. Przez to, że są to moje konie, wkładam w nie dużo pracy i pieniędzy, szanuję ich zdrowie i myślę, że każdy powinien, bo to one przyjmują w tym sporcie najwięcej obciążeń. Żeby posłużyły nam jak najdłużej i żeby doprowadzić je do wysokiego poziomu, trzeba o nie dbać. W Polsce nie ma wielu miejsc, gdzie pod tym względem jest bezpiecznie. Po drugie to parkury, przeszkody, poziom zawodów. Kiedy wyjeżdżałam pod koniec studiów za granicę, żeby potrenować i zobaczyć jak to tam wygląda i podjąć decyzję co dalej, czy warto zostać w jeździectwie, to widać, że ten sport się znacznie różni od polskiego. Dlatego wolę pojechać na tamte zawody, gdzie w dobrych warunkach będę w konkursie trzydziesta, ale konkuruje z najlepszymi i wiem, gdzie jest moje miejsce niż startować tutaj i być w pierwszej dziesiątce, ale bez większego rozwoju, co jest trochę oszukiwaniem samego siebie. 
 
Jak rozpoczęła się współpraca z Paulem Schoeckemoele? Jak ona wygląda?
Z Paulem znamy się już od wielu lat. Pierwszy raz pojechaliśmy tam, bo szukaliśmy konia sportowego dla mnie. Kupiliśmy wtedy 8-letnią klacz, Paminę, na której startowałam przez kilka lat w konkursach Grand Prix. Tak się zaczęła nasza współpraca, która dodatkowo rozwinęła się, kiedy podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu hodowli.  Co prawda na niewielką skalę, ale z wnikliwie dobieranym materiałem zarówno klaczy matek, jak i reproduktorów. Tak się nam układa już od lat. Jest to relacja nie tylko biznesowa, ale też koleżeńska. Co roku tam jeździmy, nawet jeśli nie mamy w planie kupna konia i chętnie towarzysko uczestniczymy w aukcji PSI. 
 
No właśnie – aukcja PSI. Jak nowy koń ? Proszę opowiedzieć o nim coś więcej.
Planujemy pierwszy start właśnie w Hiszpanii. Są to pierwsze zawody otwarte, przez 3 tygodnie i myślę, że to będzie dobry moment, żeby się ze sobą dogadać. Na pewno zaczniemy od małych konkursów, żeby się poznać i zobaczyć co działa, a co jest do poprawki. Jak będziemy gotowi, to powoli pójdziemy do góry. Koń ma teraz 8 lat, więc to będą jego pierwsze poważniejsze starty w wyższych konkursach, bo jeszcze do zeszłego roku chodził konkursy dla młodych koni. Uczestniczył też w Mistrzostwach Świata Młodych Koni w Lanaken pod jeźdźcem od Paula. Nie ma jeszcze za sobą Grand Prix, ale mam nadzieje, że w tym roku będzie miał. 
 
DSC_0322.JPGZ jakimi jeszcze europejskimi trenerami współpracujecie?
Przez około 2,5 roku trenowałam u Henka Noorena – Holendra, który ma swoją stajnię w Belgii. Myślę, że jest to jeden z najlepszych trenerów w Europie. Trenuje m.in. takich zawodników jak Marcus Ehning, Penelope Leprevost czy Kevina Stauta. W tej chwili mamy przerwę z tego względu, że przez jakiś czas miałam tylko młode konie i rzadziej jeździłam za granicę, ale być może w tym roku powrócimy do współpracy z nim, bądź innym trenerem na podobnym poziomie. Współpracujemy również z Taizo Sugitani. Jest to Japończyk, 5-krotny uczestnik Igrzysk Olimpijskich, wychowanek Henka Noorena. Od strony ujeżdżeniowej współpracujemy z brytyjską trenerką Sally Amsterdamer. Jest ona świetnym trenerem ujeżdżeniowym ukierunkowanym pod skoczków. Nawiązaliśmy z nią stałą współpracę i już trzeci rok przylatuje do nas na 2/3 dniowe kliniki. Mamy taki plan, żeby współpraca z Olą Lusiną poza wsparciem mnie i naszych młodych koni, polegała na szansie rozwoju Oli jako zawodnika i żeby ona również korzystała z pomocy tych trenerów. 
 
Co najbardziej ceni Pani w Oli Lusinie? Dlaczego akurat ona?
Powiem szczerze, że znam Olę z parkurów i środowiska od lat. Kiedy ją obserwowałam, stwierdziłam, że jest to jedyna albo jedna z niewielu osób, która ma podobne podejście do tego sportu i koni jak ja. Natomiast nigdy z Olą się tak blisko nie znałyśmy, ale po nawiązanym kontakcie okazało się, że dokładnie w 100% się rozumiemy, mamy takie samo podejście do koni i treningów oraz podobny styl jazdy. Poza tym jest rewelacyjną osobą z ogromnym poczuciem humoru, z dystansem, skromną, normalną. Bardzo fajnie nam się zarówno pracuje, jak i spędza czas poza pracą. 
 
Jaki jest Państwa priorytet oraz cel hodowlany i sportowy? Jakiego konia chcecie wyhodować?
Wiadomo, że każdy chciałby wyhodować tego najlepszego 🙂 Mamy do tego duży dystans, lata doświadczeń i nie nastawiamy się, że będziemy hodować same championy. Wiadomo jak to jest w hodowli – jest to duża loteria. Staramy się zwiększyć szanse uzyskania konia wybitnego do maksimum, kryjąc tylko wartościowe klacze z udokumentowaną karierą sportową, bądź sprawdzone w hodowli, konsultując dobór ogiera z zachodnimi hodowcami, którzy się na tym znają. Materiał hodowlany jest bardzo dobry, ale również warunki, które tym koniom stwarzamy są możliwie jak najlepsze. Uważam, że te konie, które się u nas wychowały od źrebaka lub urodziły i wychowały są w większości bardzo dobre. Natomiast jeśli chodzi o sport też mierzymy wysoko.
 
Sprzedajecie konie do krajów na całym świecie – Chile, USA, Dania. Jak wygląda promocja? Jak klienci trafiają na wasze konie?
Tych dróg jest wiele. Część koni sprzedajemy poprzez aukcje, np. w zeszłym roku sprzedaliśmy dwa konie na aukcji hanowerskiej. Jedna to Elite Hanoverian Auktion, która odbywa się 2 razy w roku. Są tam konie wyselekcjonowane przez związek hanowerski i mają palenia hanowerskie. Były to konie zakupione przez nas jako źrebaki na aukcji w Hanowerze. A z kolei na tą aukcję przyjeżdżają klienci z całego świata, więc jedna z klaczy została sprzedana do Chile, inna do Danii, a 4-letni wałach po Lordanosie do USA. To jest jedna droga. Mamy również kontakty własne. W zeszłym roku sprzedałam bardzo dobrego konia w Polsce, dla juniorki. Mam już duże grono znajomych zawodników i trenerów z całej Europy, którzy przekazują kontakt do nas, jeśli ktoś szuka konia. 
 
3.jpgJak zaczęła się Pani „przygoda” z końmi?
Zaczęło się jak miałam 8 lat. Byłam na wakacjach z rodzicami nad jeziorem gdzieś na Mazurach. Wsiadłam na kucyka – na początku spacery, lonża, potem sama jeździłam. Pamiętam, że ten kucyk ocierał się o drzewa gdzie tylko mógł, żeby mnie zrzucić, a ja tylko odsuwałam nogi do tyłu i jechałam dalej. Kiedy wróciliśmy do Wrocławia męczyłam tatę, że bardzo bym chciała jeździć konno, aż w końcu rodzice zapisali mnie do szkółki jeździeckiej u pana Łukasza Jankowskiego, który obecnie jest cenionym gospodarzem toru. Jeździłam w tej stajni około 5 lat. W międzyczasie dostałam na komunię małego konia, klacz o imieniu Santana, która później została zaźrebiona. Potem kupiliśmy angloaraba z torów, na którym odnotowałam pierwsze starty w wieku 12-13 lat. Na początku jeździłam raz w tygodniu, potem 2, 3 i coraz częściej. Poza tym uprawiałam tenis, pływałam, grałam w koszykówkę i ćwiczyłam taekwondo i powoli konie brały górę nad tymi wszystkimi dyscyplinami, aż stały się zajęciem codziennym. Potem przeniosłam swoje konie do stajni Mateusza Michalskiego w Trzebnicy pod Wrocławiem i zaczęłam trenować z panem Markiem Skrzypczykiem. Tak się zaczął sport i starty w zawodach. Kolejną stajnią był ośrodek Tomasza Kleina, gdzie trenowałam 5 lat. Miałam wtedy klacz o imieniu Gardenia, na której startowałam w Mistrzostwach Polski, dostałam się do kadry młodzieżowców, wystartowałam na Mistrzostwach Europy. Potem poszłam na studia i aby rozszerzyć horyzonty wybrałam architekturę, która zawsze mnie pasjonowała. We Wrocławiu skończyłam pierwszy rok, potem poznałam mojego obecnego męża i przeniosłam się do Warszawy…
 
Co uważa Pani za swoje największe osiągnięcie?
Na pewno czas, kiedy byłam w Kadrze Narodowej Młodzieżowców, start w Mistrzostwach Europy, który był dla mnie wyróżnieniem. Później wygrywałam kilka razy Grand Prix w Polsce, ale nie trafił mi się nigdy medal Mistrzostw Polski. Po przerwie na studia wróciłam do startów w zawodach międzynarodowych, w których odniosłam kilka sukcesów, szczególnie z młodymi końmi. Między innymi z moim najlepszym w tej chwili młodym koniem, obecnie 7-letnim hanowerskim wałachem o imieniu Starfighter. W wieku 5 lat wygrał finał rozgrywek Atlantic Tour na zawodach CSI 3* Comporta w Portugalii, w tym samym sezonie był 3-ci w finale dla koni 5-letnich podczas zawodów CSI 3* Ebreichsdorf w Austrii. Startowaliśmy razem już dwa razy w Lanaken. Pierwszy raz był zarówno udany, jak i pechowy, bo w pierwszym dniu przejechaliśmy parkur na czysto, a w drugim mieliśmy jedną zrzutkę. Natomiast w zeszłym roku było podobnie – pierwszy dzień na zero, a w drugim niestety dwa błędy. Ale sam start i dobre zaprezentowanie się na tych zawodach dał mi wiele satysfakcji i wzbogacił o nowe doświadczenia.  
 
Jak poszło na Mistrzostwach Europy?
Średnio poszło, bo niestety nasze starty w tych imprezach są po prostu takie, że bierzemy udział, ale wstydu nie było. Zdarzyło się parę zrzutek, w najważniejszym konkursie Pucharu Narodów w pierwszym nawrocie miałam dwie zrzutki, a w drugim jedną i złapany rów. Jak na tamte warunki i to, co zobaczyliśmy w porównaniu do posiadanego ówcześnie doświadczenia zdobytego głównie na zawodach w Polsce to było nieźle.
 
Ma Pani sportowy autorytet?
Jest wielu jeźdźców, którzy są dla mnie wzorem, których cenię i szanuję, których styl jazdy mi się podoba. Najbliższą taką osobą jest Ola Lusina, z którą mam najlepszy kontakt i bardzo doceniam jej styl jazdy oraz talent jaki posiada. Jest również bardzo pracowitą osobą. A jeśli chodzi o gwiazdy z Eurosportu to na pewno Penelope Leprevost. To jest kobieta, która jeździ przepięknie i oglądanie jej to sama przyjemność. Poza nią to Katherina Offel, którą miałam okazję poznać, Ona również jest godna podziwu. Z mężczyzn to na pewno Marcus Ehning, który ma ogromny talent, wyczucie i jeździ bardzo ładnie stylowo.
 
W takim razie życzę Pani osiągnięcia ich poziomu i zrealizowania planów sportowych.
Dziękuję bardzo 🙂
 
Rozmawiała: Paulina M.
Zdjęcia dzięki uprzejmości Sandry Piwowarczyk-Bałuk.
Komentarze

Prześlij nam newsa