Lifestyle

„Maluję obrazy, które można zagrać.”

"Maluję obrazy, które można zagrać"
Wywiad z malarzem, Bogusławem Lustykiem.
 
DSC_0457.JPGTe obrazy widoczne na stoisku to forma czysta, ręczna robota czy wydruk?
– Wydruk to jest pojęcie bardzo szerokie, bo grafika też jest wydrukiem. To jest serigrafia, grafiki z książki. Zrobiłem ilustracje do książki z poezją o koniach i to są grafiki dalej opracowywane.
 
Gdzie jest dostępna ta książka?
– Nigdzie, nie jest już dostępna. Była bardzo popularna po wydaniu, 20 lat temu. Nawet tutaj dwie osoby z Niemiec były i mówiły, że mają tę książkę.
 
Serce zabiło?
– Tak, bo to jest jedyna taka książka na świecie. Jest to wybór poezji o koniach od renesansu to współczesności wyłącznie polskich autorów. Tę książkę zrobiłem, żeby nie tłumaczyć wszystkim, że koń to jest coś więcej niż ładny łepek. Koń to jest historia, relacja z człowiekiem, śmierć, miłość. To są rozdziały: o pięknie, o pędzie, o ruchu, o metaforze, o miłości
 
A jak się zaczęła Pana zabawa z końmi?
– Od dziecka byłem napiętnowany końmi. Od powstania w domu miałem koniki na biegunach, przed wyzwoleniem widziałem zabite konie, jeździłem na chłopskich koniach, potem w stadninie w Kozienicach. Zakładałem także kluby jeździeckie studenckie i dla dzieci, miałem 14 koni. Tak to się wszystko rozwijało. 
 
Moglibyśmy jeszcze wybrać się na rajd?
– Na rajd owszem, ale na cros już nie bardzo.  Kiedyś jeździłem w Klubie Dziennikarzy i Aktorów to mieliśmy nawet swoje Mistrzostwa Polski w WKKW. Startowaliśmy na crosie dla juniorów. Nasi młodsi koledzy, jak Marek Szewczyk, jeździli wtedy codziennie i chcieli skakać wyżej. My siadaliśmy na konie 2 razy w roku, konie były losowane, więc mieliśmy śmierć w oczach. Jakoś to przejechałem, ale że byłem w połowie książki to powiedziałem sobie „dość tego” i ją dokończyłem. Potem jeździłem trochę w Ameryce, bo tam też mieszkam, w Kentucky.
 
Widzimy na szyldzie, że był Pan oficjalnym artystą Derby w Kentucky?
– W 140-letniej historii Kentucky Derby byłem drugim oficjalnym artystą. Było to duże wyróżnienie dla mojej twórczości. Zostałem wybrany do zaprojektowania wszystkich materiałów związanych z promocją tego wydarzenia. Organizatorzy chcieli pokazać inną sztukę, coś bardziej ambitnego, głębokiego i szerokiego. W sezonie miałem tam dużą wystawę, która trwała 3 miesiące. Potem już mnie nie wypuścili do Polski i tak zostałem tam przez 3 lata.. Następnie przeprowadziłem się do stanu Nowy Jork, do Saratoga Springs. Jest to kurort z najstarszym w Stanach torem wyścigowym. Teraz jestem już w Europie. Byłem np. w Londynie i robiłem kronikę Olimpiady. 
 
DSC_0465.JPGJakie ma Pan inne pasje?
– Taniec i muzyka. Maluję obrazy, które można zagrać. Malowałem serię obrazów, które na festiwalu w Międzyzdrojach były wykonywane przez Waldemara Malickiego, który „grał” je jak partyturę. Dużo takich koncertów było również w Ameryce. To taka moja wielka pasja w tej chwili. Konie są jak choroba, z tego nie da się mnie wyleczyć. A ja szukam w nich muzyki.
 
Wracając do książki – który fragment jest Pana ulubionym?
– Trudno powiedzieć. Jest tu kilka pięknych wierszy. Na przykład taki, Zechentera: 
„Wieźcie mnie złote konie, 
mocno trzymam obłoki uzd. 
Wiatr słoneczny pali mnie w dłonie, 
gwiezdny pył sięga ust. 
Szkło powietrza się rozpryska, 
pod kopytami ginie ziemia. 
Coraz szybciej, aż ujrzę z bliska, 
że nic już nie ma”. 
 
Poezja jest różna – bardzo dobra, czasami średnia. Są ładne wiersze Wilatowskiego, sławnego przed wojną pisarza. Najpiękniejsze wiersze pisali Baczyński, Bursa. Na przykład „Maryla” Kazimierza Wierzyńskiego to już prawie erotyk: 
„Skacze koń przez bruzdy 
Słychać wiatr koło uszu, 
chrzęst kąsanej uzdy 
Koń prowadzi na przełaj, 
zna drogę na pamięć…”. 
 
DSC_0474.JPGTutaj ponownie Wilatowski. Niby banalny wiersz, ale tak napisany, że człowiek sobie przypomina jak się czuł: 
„Nagle przeciągle – Kłu-sem(ręka podniesiona) 
Galop z wolna przechodzi w krótkie, rącze drgnienia 
Kłus – a krew bije, bije krew rozpłomieniona 
Jak miło anglizować ot tak do niechcenia”. 
 
To znamy tylko my, którzy kiedykolwiek jeździliśmy konno. Ta książka jest dla mnie jak Biblia. Jak już nie mam co robić to ją biorę i na każdej stronie mam pomysł na obrazy. 
 
Gdzie jest blokada w ponownym wydaniu książki?
– Wydać książkę jest łatwo. W tej chwili wydaję dwie książki nakładem 20 i 50 egzemplarzy. Problemem jest dobre opracowanie książki i jej dystrybucja. Ja już nie mam siły zajmować się tym wszystkim, bo moją pracą jest malowanie. 
Ta książka się już zestarzała, nie chciałbym umieszczać tych samych ilustracji, chcę ją trochę odnowić. Aby ją wydać za pierwszym razem,  musiałem wszystko załatwić sam: papier, oprawę, płótno na oprawę, drukarnię, zbyt. W ‘83 roku nic nie było, na wszystko trzeba było zdobyć pozwolenia.
Wszystkie książki, które robię, są z własnej potrzeby, nie robię ich stricte na sprzedaż. Zrobiłem książkę dla dzieci, do której teksty napisała moja żona. Chodziło o to, żeby pokazać dzieciom podstawowe informacje o różnych rasach koni, żeby to była fajna, poetycka sprawa. Gdy byłem w Dubaju, natrafiłem na poezję pewnego szejka. Przyszedł mi do głowy pomysł, że można z tego zrobić fajną książkę. Wstęp do niej napisał Paulo Coelho, a ja zrobiłem opracowanie graficzne. Jest ona w takiej formie, że najpierw jest strona tytułowa wiersza, potem wiersz i na koniec mój rysunek, który nawiązuje do treści. 
 
Dziękujemy za rozmowę, panie Bogusławie.
– Dziękuję również.
Zespół ZABOOKUJ.eu
Komentarze

Prześlij nam newsa