Lifestyle

Wywiad z Prezesem PZJ Łukaszem Abgarowiczem

Jak Pan zauważył podczas konferencji, jest na Pomorzu  wiele osób, którzy promują jeździectwo. Co w tym kierunku robi PZJ?

Prezes_pzj2.jpgPrzede wszystkim próbujemy zbudować taki system, który będzie można w sposób odpowiedzialny promować. Dlatego po pierwsze, budujemy system certyfikacji ośrodków i cały nowy system szkolenia i weryfikacji umiejętności instruktorów.  Natomiast jeśli idzie o samą promocję, to pracujemy nad wejściem do telewizji mainstreamowej.  I nie chodzi tu tylko o transmisje z zawodów. Gdy mówię o telewizji mainstreamowej,  mam na myśli TVP1, TVP2 i inne miejsca. Próbujemy również zainteresować tym co robimy prasę, dlatego, bo to dziś dzieje się tak:  mamy dwóch Mistrzów Europy, mamy brązową medalistkę MŚ w rajdach na 160km i w ogóle prasa tego nie dostrzega. Widzi, ze jesteśmy 160 w piłce nożnej. Więc próbujemy wzbudzić to zainteresowanie, próbujemy doprowadzić do świadomości, że ten rynek nie jest taki mały, bo 300 000 Polaków jeżdżących konno oznacza, że można zbudować 1,5 milionową widownię.   No i próbujemy się wbić z programami life stylowymi dotyczącymi jeździectwa. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziemy w stanie to wszystko zrealizować. Jesteśmy już właściwie na etapie dość konkretnych rozmów na temat finansowania tego projektu medialnego. Natomiast z telewizją też jesteśmy po szeregu rozmów i myślę, że to też się ułoży. Przygotowujemy się do dużej promocji. Ale też chcę powiedzieć, że my wyczuwamy takie można powiedzieć narastające ogromne zainteresowanie jeździectwem i też boimy się wystrzelić z wielką promocją przed przygotowaniem odpowiedniej oferty dla społeczeństwa. Boimy się, że będzie wielki wzrost zainteresowania, fala przyjdzie poszukiwać możliwości jazdy i wielu się odbije, bo trafi do stajni, gdzie posadzą na konia obok brony albo jak to bywa też koło Warszawy, że wsadzą kogoś na konia, a drugiego dnia kijkiem w zad i jedź sobie w teren. To się kończy nieraz wypadkami, na szczęście nie tak często ciężkimi, ale na początku drogi to często zniechęca. Też boimy się tej fali zwrotnej. Chcemy stworzyć takie warunki, żeby ten świat koniarski mógł zaabsorbować zainteresowanie.

Wspominał Pan o programie „Cała Polska jeździ konno”. Proszę opowiedzieć krótko jakie są jego cele i zadania.

Celem jest po pierwsze stworzenie odpowiedniej oferty dla społeczeństwa, jeżeli idzie o jeździectwo. Po drugie zbudowanie bardzo dobrej oferty również dla osób z zagranicy, jeżeli idzie o usługi przede wszystkim turystyki konnej, ale nie tylko: pobytowej, przyjazdu ze swoim koniem, a dla tych, którzy chcą uprawiać sport również oferty takich ośrodków, w których można przyjechać i potrenować. Bo my mamy teraz mnóstwo fantastycznych ośrodków. Czyli krótko mówiąc przygotowanie oferty, wypromowanie i wykreowanie. Ale to jest tylko część, bo mamy kolejne sprawy.  Na przykład zbudowanie rynku dla polskiej hodowli koni, która jest co tu dużo mówić w regresie. W tej chwili hoduje się konie „na płytę”, to znaczy do pokazania, dla zachowania rasy. To jest zabójcze dla hodowli koni, bo hodować konie trzeba pod konkretne potrzeby, więc jeżeli my będziemy kreowali potrzeby rynku na spokojnego, wydolnego, zdrowego to podyktujemy pewien kierunek selekcji. A jeżeli tak to może w drugim kroku powrócimy do hodowli wybitnych koni sportowych. Trzeba sobie powiedzieć, że 30 lat temu Holendrzy przyjeżdżali do nas kupować konie. Dzisiaj holenderskie konie sportowe to ich drugi produkt po tulipanach. Czyli chcemy stworzyć warunki dla właściwego rozwoju hodowli polskich koni. Powiem tak: uważam, że powinniśmy ze względów historycznych roznieść cały świat na kopytach a nie zamykać ogony. I to my – polscy sportowcy na polskich koniach.

A mówi się, że polscy jeźdźcy to najlepsi berajterzy.

DSC_0123_kopia.jpgTak niestety się mówi. Są to nieśli jeźdźcy, a jeśli idzie konie też nie jest źle, oczywiście nie mówię tutaj o koniach polskiej hodowli. Jeżeli od nas kupuje Zinedina Beerbaum za milion euro i ma zamiar w przyszłym roku wygrać na nim Mistrzostwa Świata to znaczy, że u nas też są konie. Są utalentowani jeźdźcy i zdarzają się coraz częściej wybitne konie, które niestety przed wielkimi sukcesami z Polski odchodzą. Chcemy stworzyć takie warunki treningu i szkolenia i nie mówię tu o jeździectwie powszechnym tylko o szkoleniu topowych jeźdźców i rozwoju sportowców, żeby te konie zostawały i żebyśmy to my odnosili sukcesy – ci niezwykle zdolni, nie zawsze dobrze prowadzeni jeźdźcy.

Wracając do programu „Cała Polska jeździ konno”. Jak właściciele stajni i ośrodków mogą na tym skorzystać. I nie tylko Tychy dużych.

Wejść w sieć informacyjną. My mamy już nową stronę, rozbudowujemy portal. Tam na razie są tylko zaznaczone miejsca ośrodków certyfikowanych, ale w bliskiej przyszłości będą linki internetowe do nich, a planujemy też stworzenie wyszukiwarki w telefonie. Będzie to pewnego rodzaju aplikacja na urządzenia mobilne, w której będzie można wpisać swoje miejsce i poszukać odpowiedniego ośrodka w promieniu 100km. Krótko mówiąc będziemy promować i reklamować, a dla nich będzie to przesunięcie się w konkurencji. To znaczy jeśli ktoś nie będzie certyfikowany to będzie wypadał, bo my musimy brać w jakiś sposób odpowiedzialność za to, że rekomendujemy kogoś. To znaczy musimy mieć poczucie, że rekomendujemy miejsce, gdzie są zachowane warunki bezpieczeństwa i jest instruktor, który poprawnie uczy jazdy konnej. To jest dla tych wszystkich, którzy chcą rzetelnie świadczyć usługi. Trzeba również powiedzieć o promocji międzynarodowej, dlatego mamy takie miejsca, gdzie będą usługi hotelowe na odpowiednim poziomie i jazdy będą prowadzone w różnych językach obcych. Będziemy to rekomendować i oferować również zagranicą. Będą to korzyści o charakterze wymiernym.

W wywiadzie na portalu polskatimes.pl powiedział Pan, że PZJ chce zdobyć sponsora generalnego. Udało się?

Tak jest, ale się nie spieszymy. Mamy już pierwszych sponsorów i dostajemy pierwsze pieniądze. Ale to nie jest jeszcze sponsor generalny. Bo żeby mieć sponsora generalnego trzeba wiele rzeczy przygotować, żeby móc zbudować tą ofertę. Dzisiaj nie dostaje się pieniędzy na zasadzie „kochani ratujcie konie” czy „pomóżcie koniom”. To są konkretne rzeczy. To są kanały komunikacji, konkretna reklama, środowiska, do których się dociera, nowe narzędzia dotarcia i również budowanie wizerunku. A to wymaga zarówno przygotowania spotu, wykreowania go. Więc my z pozyskaniem sponsora generalnego tak bardzo się nie spieszymy, bo chcielibyśmy od niego naprawdę dużo pieniędzy i tę ofertę musimy zbudować. Nie damy oferty dla sponsora generalnego za 300 000 czy 500 000. Dzisiaj oferty na takie kwoty możemy przedstawiać i takich partnerów w biznesie zaczynamy pozyskiwać.

Dziękuje za rozmowę i życzę sukcesów w dalszych działaniach.

Dla Zabookuj rozmowę przeprowadziła Paulina M.

Komentarze

Prześlij nam newsa