Wywiady

Wywiad z Jakubem Ciemnoczołowskim


Wywiad z Jakubem Ciemnoczołowskim

Trener młodych koni, który w swojej karierze ułożył około 1000 koni, Mistrz Kraju w jeździe bez ogłowia 2014, kaskader i prezentant Polski w międzynarodowych turniejach rycerskich.

1.    Jaki był najtrudniejszy przypadek konia, z jakim miał Pan do czynienia?

1.jpg      Najtrudniejszym przypadkiem był Tata, rasy kabardyńskiej, który był zakupiony jako zajeżdżony czteroletni wałach. W efekcie końcowym okazało się, że był to dziewięcioletni wałach, wykastrowany dopiero w wieku ośmiu lat, niezajeżdżony, systematycznie bity i wyprowadzany tylko do krycia. Był to jak na razie jedyny koń, którego nie skończyłem robić. Wiedziałem, że zrobi mi krzywdę. To był koń, który niósł swoją właścicielkę w zębach. Złapał ją za łopatkę, podniósł do góry i zaczął z nią kłusować a przednimi kopytami chciał ją ściągnąć. Zadzwoniłem do kolegów, żeby poradzili, co robić. Powiedzieli mi, że natural się skończył i trzeba gościowi „wytłumaczyć”
     Wziąłem konia na lonżownik, przywiązałem i za każdym razem, kiedy próbował mnie ugryźć lub kopnąć oddawałem mu. Serce pękało, moja żona płakała. Teraz po latach wiem, że to był bardzo duży błąd i więcej tego nie zrobię. Nie ma czegoś takiego, że trzeba konia złamać. To jakby go za życia zabić. Następnego dnia rano, poszedłem go karmić, on na mnie spojrzał i miał w oczach coś takiego jakby chciał powiedzieć: „Cześć… wyspałem się!”.  Zadzwoniłem do właścicielki, że musi go zabrać, bo on mnie zabije, wie, co mu zrobiłem.  Czy to będzie historia z happy endem? Stwierdzę dopiero jak koń odejdzie w sposób naturalny a wszyscy wokół będą żyli.
     Pracowałem z kilkoma „trudnymi” końmi i większość udało się odratować. Konie które mają w sobie dużą wrażliwość, pewność siebie i znają swoją wartość mogą bardzo szybko stać się końmi trudnymi przez nieodpowiednie , czy złe traktowanie.
     Czasami przyjeżdżają do mnie konie agresywne tylko, dlatego, że ludzie zaczęli je tak traktować, wmawiając im, że są niegrzeczne, pomimo, że wcale takie nie są. Człowiek zachowuje się asekuracyjnie, waląc na „dzień dobry” w łeb, aby przypadkiem koń nie wpadł na to, że może nas zaatakować. Konie agresywne powstają także u ludzi bardzo niepewnych siebie, którzy mają kompleksy, a w koniach szukają ucieczki chcąc się dowartościować.
Działa to na zasadzie udowadniania sobie, że jak może sobie poradzić z dużym, silnym zwierzęciem, jakim jest koń, to jestem coś wart.  
     Koń stara się tłumaczyć nam rzeczy w sposób, jaki go natura stworzyła, czasem daje lekki sygnał, a jak go nie rozumiemy to daje mocniejszy, który czasem kończy się na ortopedii. Niektórzy wyciągają z tego pewne wnioski. Matka natura lub jak to inni mówią, szef wszystkich szefów dał nam taki mózg, procesor, abyśmy z niego korzystali, myśleli i analizowali. Zdarzają się ludzie, którzy całe życie stoją pod ścianą waląc głową w mur i zastanawiając się, czemu ściana nadal stoi, a głowa boli. W przypadku trudnych koni ważne jest przede wszystkim szukać pozytywu.
     Niektóre konie są urodzonymi bohaterami, zwycięzcami, muszą cały czas coś robić. Takiemu koniowi najlepiej nie przeszkadzać, tylko wejść z nim we współpracę, mówiąc: „Słuchaj owszem ja będę mówił, to co masz robić, ale od ciebie wymagam i dam ci pole do popisu, żebyś pomyślał jak masz to zrobić.” Na takich koniach jeździ się potem fantastycznie, jeśli tylko nam zaufają. Próba złamania kończy się niepowodzeniem, nigdy się nie udaje.
     Notorycznie w przypadku ogierów zdarza mi się słyszeć:
„Przywiozłem go do Pana, bo wie Pan jak się go raz złamie, to potem już całe życie będzie dobry”.
Pytam się wówczas:, „Co trzeba mu złamać, żeby cale życie był dobrym koniem? Nos? Nogę? Żebro?”. Nie, to nie działa.

2.    Na początku trenował Pan wszystkie konie.. Dopiero później wprowadził Pan selekcję. Na jakiej zasadzie?

2.jpg    Rzadko jest tak, że konia nie przyjmuję do trening u. Z rozmowy z właścicielem wyczuwam czy chce pomóc koniowi czy moja pracę traktuje jak „koński serwis”. Razem z treningiem konia liczę na zmiany w postepowaniu właściciela wobec rumaka.
     Tutaj wracam do takiego zdania Buck’a Brannaman’a, który mówi wyraźnie: „Konie są zwierciadłami naszej duszy. Nie każdemu się spodoba, co w tym zwierciadle zobaczy. Niektórym tak”.
 Jeśli u człowieka pojawi się pokora, która jak mówi Hunt jest kluczem do serca koni, to jest to mocny fundament, żeby konia „naprawić”. Nigdy nie jest tak, że naprawia się tylko konia, to jest para. Trzeba naprawić przede wszystkim parę, najpierw pracując oddzielnie.
     Dwa lata temu miałem złamaną rękę, stara kontuzja się odnowiła podczas gry w siatkówkę. Nie grajcie w siatkówkę! To jest ekstremalny sport, można spadać, robić pokazy kaskaderskie, ale nie siatkówka!
To miał być zwykły zabieg, wyjęcie starej blachy, wstawienie nowej, ustabilizowanie kości. Jak się człowiek obudzi na intensywnej terapii po operacji, podłączony pod monitory to mu się pewne rzeczy w życiu przewartościowują. Wracałem do domu i mówię sobie: „Mam wspaniały dom, fantastyczne życie, spełniło się moje marzenie.”
     Nie będę ryzykował swoim życiem, dobrem mojej rodziny, mam fantastyczne dzieci i żonę, która pomaga mi przy zajeżdżaniu koni.  Jeżeli mam się zająć jakimś trudnym koniem tylko po to, żeby komuś coś udowodnić, albo sobie, że dam radę to nie widzę sensu. Nie chciałbym zrobić tego jednego kroku za daleko. W „Zaklinaczu koni” jest taka piękna scena, jak w końcu namawiają zaklinacza, aby obejrzał konia. W rozmowie z dziewczynką zadaje pytanie czy podejmie się działania, a słyszy od niej: „Mogę spróbować…”, a on odpowiada „To mi nie wystarczy…”.
 To jest prawda, nie ma – mogę spróbować, albo robię albo nie robię. Dlaczego? Dlatego, że koń nigdy nie ma takiego podejścia. Koń jak coś robi to robi na 100%. Konie dają wam zawsze to, co mają najcenniejszego, swoje życie. One nie patrzą na nas i myślą: „ A to dzisiaj będziemy się relaksować". To my je uczymy lenistwa. Więc jeśli ktoś daje mi to, co ma najcenniejsze to ja nie mogę tego zmarnować. Tego oczekuje od człowieka. Jeśli nie chcesz? To nie.

3.    Jak rozpocząć pracę z młodym koniem, jako wstęp do zajeżdżenia?

4.jpg    Przede wszystkim od wiedzy. Pierwszą książką, którą polecam i uważam ,że każdy, kto posiada konia lub planuje zakup konia powinien przeczytać ją, to jest „Sekrety końskiego umysłu” doktora Roberta Millera, jednego z najlepszych, najwybitniejszych behawiorystów koni. Doktor świetnie opisuje oraz rozkłada na czynniki pierwsze jak funkcjonuje koń, z czym mamy do czynienia. Jest to podstawowa wiedza, żeby zrozumieć, dlaczego koń zachowuje się w taki a nie inny sposób.  
     Warto jest pooglądać filmy różnych trenerów. Jeszcze lepiej jak do zajeżdżenia konia odda się go specjaliście. Nie mówię to z tego powodu, że na tym zarabiam, tylko, że jest to jeden z momentów, w którym można tego konia bardzo mocno otworzyć albo bardzo mocno zamknąć. Tutaj nie ma miejsca na błędy. To jest tak ważny moment dla konia, że jak popełni się błędy to potem być może błędy trzeba będzie odpracowywać przez całe życie, a i tak się ich nie usunie. Tak jak na przykład: konie, które nauczyły się podczas zajeżdżania zrzucać, część z tych koni potem testuje każdego jeźdźca. Warto temu koniowi wytłumaczyć, że zrzucanie nie jest fajne, nie wolno tego robić. Po drugie to pokora i świadomość samego siebie. Tylko człowiek pokorny może starać się zrozumieć konia. Dla konia człowiek na grzbiecie jest to coś bardzo trudnego, z czym on musi się zmierzyć i zadziałać wbrew naturze. Zakładamy mu siodło w miejsce gdzie atakują go dzikie koty.
     I tak właśnie na filmie (red. „BUCK” film autobiograficzny) Buck Branneman, mówi:  „Mam ochotę na Ciebie wsiąść, ale dokładniej w takiej samej pozycji w jakiej atakuje Cię dziki koń. A zapomniałem Ci powiedzieć, że muszę Ci wrzucić jeszcze kilka pasków ze zdechłych zwierząt, żeby na Ciebie wsiąść”
 To jest dla konia coś strasznego. Nie można podejść i od razu mu tego siodła założyć. Trzeba mu pozwolić powąchać, dotknąć i poczekać na jego zgodę. To on ma powiedzieć wam, pokazać abyśmy spróbowali. Niestety z tym zajeżdżaniem koni jest tak, że jest wielu trenerów, jeźdźców, którzy się tym zajmują, których pracę można porównać nie do edukacji, do otwierania tego konia zgodnie z behawiorem, tylko do gwałtu.
     Praca z młodym koniem, zajedżanie go to jest swego rodzaju randka, my się poznajemy, doświadczamy. Staramy się dla dobra tego drugiego osobnika działać tak, aby w miarę możliwości był on w stanie komfortowo pracować, żeby mógł się nad tym skupić, żeby chciał to zaakceptować, żeby czuł swego rodzaju przyjemność podczas tej pracy i mógł się rozwinąć. Tak jak z kobietą, można pójść na randkę, kupić jej kwiaty, zakochać się, potem stworzyć wspaniałe małżeństwo, a w efekcie tego małżeństwa wylądować w łóżku. Można także z tą samą kobietą umówić się na randkę, potem próbować ją zaciągnąć do domu i ją po prostu zgwałcić. Tak samo niestety niektórzy ludzie robią z końmi. Wcale nie pytają ich czy chcą, tylko wrzucają siodło i twierdzą, ze kon się przyzwyczai. Kiedyś byłem świadkiem rozmowy, jak dziewczyna mówi: „Wie Pan co, trenerka założyła mojemu koniowi czarną wodzę. Ale ja uważałam, że on tego nie potrzebował”
     Na co zapytałem: „No  i co przedyskutowałaś to z trenerką?”A dziewczyna na na to: „Ja powiedziałam ,że ten koń chyba tego nie potrzebuje, że może można inaczej” Na co trenerka odpowiedziała jej: „Za 15tym razem się przyzwyczai…”. Powiedziałem jej wtedy, co ja bym odpowiedział trenerce: „To ja teraz Panią rzucę na ziemię i zgwałcę. A za 15tym razem się Pani przyzwyczai…” Są to może bardzo brutalne przykłady, ale są bardzo dosadne. Nie chcę mieć w koniu niewolnika, który pracuje tylko, dlatego, że boi się zrobić cokolwiek innego. J
     Jedna z najgorszych rzeczy, którą obserwuje się w naturalu, który wzbudza wszechobecny zachwyt, to jest jak ogląda się trenera naturala, który biega po lesie.  Za nim biega koń, wszyscy się cieszą, bo koń jest nieprzywiązany. Niestety nikt nie analizuje pozycji, w której ten koń biegnie, a koń biegnie z takimi stulonymi uszami, czasem z takim zaciśniętym pyskiem. Na Uniwersytecie Pro-hippico Bono nazwano bezradnością wyuczoną. Ktoś wklepał temu koniowi do głowy, że jemu nie wolno podejmować żadnej decyzji, bo są złe. A koń to robi, bo boi się zrobić cokolwiek innego. To jest niewolnictwo. Niech koń biegnie, może w inna stronę. Jednak jak się oddalę w inne miejsce to chcę, aby ten koń przynajmniej się spojrzał i ocenił czy ja coś od niego chcę, czy go potrzebuję czy nie.
     Myślę, że jest w naszym kraju taka potrzeba zrobienia kliniki tak jak zrobił Buck Brannaman, gdzie ludzie mogą przyjeżdżać ze swoimi końmi niezajeżdżonymi i pod okiem trenera zajeżdżają je.  Sądzę, że przyjdzie taki czas ,że zorganizuje klinikę zajeżdżania młodych koni. W tym roku, w sierpniu lub w pierwszy weekend września odbędzie się klinika, na której będę zajeżdżał młodego konia.
     W internecie napotykamy na filmiki zatytułowane „Prawidłowe zajeżdżanie konia”. Nie ma czegoś takiego. Zdarzają się konie, na które wsiadam na oklep, są też konie, na które nie wsiądę na oklep tylko osiodłam, są konie, na których jeżdżę sam, są konie gdzie asystuje mi moja żona. Im więcej jest doświadczenia, im większy jest bagaż wiedzy, doświadczeń, umiejętności i pokory, tym większa szansa na sukces. Ile trwa zajeżdżanie młodego konia? Tak naprawdę 2,5 godziny. Nie trzeba konia lonżować, przygotowywać go. Owszem można, tylko, po co? Większość konie daje się dosiadać na jednej sesji, tj. od 1,5 do 2,5 godziny. W tym czasie są w stanie zaakceptować jeźdźca i stępować z nim w rozluźnieniu po lonżowniku. Konie to nie są idioci. Gdyby konie takie były nie przeżyłyby do tej pory. Konie musiały reagować, musiały szybko analizować. Więc przede wszystkim wiedza, pokora i patrzenie na konia jak Cesar Milan pięknie napisał, że on jak jedzie do każdego psa to nie traktuje go, jak ucznia, a jak nauczyciela. Młode konie zawsze pokazują, z czym sobie nie radzą, zawsze powinniście dać im czas. Bądźcie delikatni w tym, co robicie i zdecydowani jak to robicie. Stawka jest życie konia. On daje to, co ma najcenniejsze – swoje życie.

4.    Jak rozpoznać granicę między stanowczością a tyranią (w postępowaniu z koniem)?

5.jpg     Musisz zaufać sobie to jest pierwsza rzecz. Jeśli pojawi się w Tobie negatywna energia,  złość, chęć podporządkowania sobie kogoś, jeśli dążysz do tego, żeby ktoś był Tobie podporządkowany i uległy w 100%, a przy tym pojawiają się emocje, to znaczy, że to jest już za daleko. Zdecydowanie można porównać to do asertywności. Owszem można użyć bata czy ostrogi, ale jeśli jest to poprzedzone kilkoma sygnałami wcześniej, jesteś w tym konsekwentna i wiesz, że koń jest do tego przygotowany i może to zrobić, to koń się nie obrazi, jeśli użyjesz tej ostrogi czy bata , ale zrobisz to bez emocji.      
     Znów wrócę do Buck’a Brannaman’a, który mawiał, że –„Największym wyzwaniem dla koniarzy jest kontrola własnych emocji.” Tylko człowiek świadomy swoich emocji, może zacząć nimi zarządzać. Nie można zarządzać swoimi emocjami, jeśli nie jesteście ich świadomi i nie potraficie ich nazwać po imieniu.
Trzeba być szczerym w stosunku do samego siebie, mieć zaufanie do siebie. Odpowiedź jest od razu u konia, jeśli koń chce spróbować, to znaczy, że jesteście na dobrej drodze.  Jeśli natomiast podczas treningu adrenalina u konia idzie coraz wyżej, coraz mocniej próbuje się wyrwać, pojawiają się białka lub czerwone oczy to znaczy, że brniecie nie w ta stronę. Wtedy trzeba się zatrzymać, odpocząć, wyjść, odetchnąć i pomyśleć. Nigdy wina nie leży po stronie koni, zawsze to my jesteśmy tym, który zaczyna tworzyć kłopoty.

5.    Klaus Tarner powiedział, że nawet zwykle siedzenie na koniu to praca. Czy mógłby Pan to wyjaśnić?

      Oczywiście, że tak. My jesteśmy nauczeni działać w jakiś przedziałach czasowych. Mamy plan, na przykład jedziemy do konia od 16 do 18, a potem mamy inne zajęcia. Gdzieś nam po drodze zagubiło się takie doświadczanie życia, delektowanie się nim. Ilu ludzi potrafi się w tej chwili zatrzymać np. jadąc samochodem czy koniem i powiedzieć „Kurczę, jaka fajna zielona trawa, jaka soczysta zieleń”, albo dostrzec piękno w tym, że kot sąsiada przechodzi przez wasz wybieg. Często jesteśmy nie tylko 5 minut przed, a często parę tygodni przed momentem, w którym właściwie powinniśmy być w tej chwili.  Zatraciliśmy– tu i teraz. Delektowanie się życiem, chwilą, doświadczenia tego, co w danej chwili się widzi, czuje. To są momenty, które są bezcenne. Jeśli będziecie je przegapiać to potem okaże się, że można było inaczej. Często jak ludzie dochodzą do takich wniosków to jest już za późno. Tak jak na przykład rodzice gonią za pieniędzmi, aby zapewnić szczęśliwe dzieciństwo dzieciom. A dzieci po prostu chcą rodzica. Lepsze jest twórcze i zaangażowane 5 minut z dzieckiem niż obóz dla tego dziecka za kilka tysięcy złotych, gdzie nie będzie z rodzicami. Czasami nie ma drugiej szansy i trzeba nauczyć się doświadczać, zwolnić. Jak mówią to mędrcy chińscy czy japońscy, są tylko dwa dni, w których nie możesz nic zrobić, to jest wczoraj i jutro. Jutro może Cię nie być. Jest jeszcze takie powiedzenie, które mówi, że jedyne, co najbardziej rozbawia Pana Boga to przedstawienie mu swoich planów.

6.    Jaki wpływ ma osobowość człowieka na koniosobowość?

3.jpg      Bardzo duży. To jest też wyzwanie dla człowieka. Jeżeli koń jest ekstrawertykiem i człowiek jest ekstrawertyczny to są ekstrawertyczni do kwadratu. Jedyne co im wyjdzie na początku dobrze to wysadzenie stodoły w powietrze 😉 Pytanie czy będą w stanie potem ze sobą współpracować? Jest to wyzwanie dla człowieka. Musi on odpuścić, musi nauczyć się zarządzać samym sobą, musi być świadomym swoich emocji i nauczyć się nad nimi panować. Nie chodzi o to, żeby to w sobie tłumić emocje, bo to nic nie da, a spowoduje tylko, że emocje skumulują się i w pewnym momencie człowiek wybuchnie. Jeśli mamy osobę ekstrawertyczną i konia ekstrawertycznego to oni obydwoje potrzebują dać ujścia swojej energii. Można to zrobić na przykład poprzez tzw. „spuszczenie pary”, czyli dać się wygalopować koniowi. Potem dostaniecie coś wyjątkowego – 5 może 10 minut skupienia konia.      
     Uważam także, że zawodowi jeźdźcy i trenerzy powinni znaleźć sobie coś oprócz koni. Praca z końmi wymaga dużej pokory, przez co niestety emocje się w nas zbierają i kumulują. Jeśli je w sposób świadomy wyrzucimy, najlepiej zrobić poprzez sport, to wtedy mamy większe szanse na dogadanie się z koniem. Każdy trener powinien też być psychologiem. Czasami mówię ludziom, co czuję, czasami mówię rzeczy, których nie chcieliby usłyszeć.
     Czasami są trudne decyzje w życiu. Szansą jest jedna to ,że tak jak osobowość człowieka, tak konioosobowość można troszeczkę zmieniać w trakcie życia, tylko trzeba to zrobić w sposób świadomy i pokorny.

7.    Plany zawodowe na przyszłość?

     Kiedyś pewien mądry człowiek, powiedział „Celuj w księżyc , bo jak spadniesz to będziesz pomiędzy gwiazdami”. Trzeba sobie w życiu wyznaczać cele. Dla mnie nie podważalnym wzorem i autorytetem jeździeckim, do którego chciałbym kiedyś spróbować dorównać jest Buck’a Brannaman’a. Może się uda, może nie. Ocenią to ludzie, przez pryzmat wielu lat, być może kiedyś powiedzą ,że mądrze gadałem i dobre rzeczy robiłem. Chciałbym doświadczyć i być współtwórcą cowboy dressage w Polsce. To jest fantastyczna konkurencja, która sięga do podstaw komunikacji z koniem, do piękna dresażu. Chciałbym startować także w TREC-u, czyli takiej turystycznej konkurencji, składającej się z rajdu na orientację, ze ścieżki, troszkę podobny do WKKW. Biznesowo zaczęły mnie fascynować skoki, o dziwo, które wcześniej mnie nie pociągały, ale jak widzę co to się dzieje na parkurach to mi koni żal.  Rozmawiałem ostatnio z kolegą, który jest trenerem koni skokowych, pomysłem, że może właściciele koni chcieliby po zajeżdżeniu koni zostawić mi je na dłużej, żebym pojechał z nimi na ich pierwszy start i je do tego przygotował. To są moje plany zawodowe na najbliższy czas.  

 

Dziękuję za rozmowę,
Katarzyna Krynicka

Komentarze

Prześlij nam newsa