Wywiady

Wywiad z Martą Adamkiewicz

IMG_8579.JPG  Adamkiewicz Marta  – zarządzanie ośrodkiem jeździeckim– instruktor,  manager Stajni Iskra w Sztumskim Polu 
 
 
1. Twoja praca wymaga od Ciebie zarówno umiejętności jeździeckich jak i umiejętności interpersonalnych oraz umiejętności zarządzania i planowania. Co najbardziej lubisz w swojej pracy? 
 
Lubię mieć zadania przed sobą, a moje stanowisko zarządcy stajni stawia przede mną wiele wyzwań. Planowanie imprez, organizowanie szkoleń oraz planowanie dnia i tygodnia. Trenowanie koni i ludzi, dbanie o konie każdego dnia. Planowanie pracy innych instruktorów wymaga ode mnie zorganizowania i doświadczenia. Praca kierownika jest tak barwna, że trudno wyłonić, co jest najfajniejsze w mojej pracy. Jeśli miałabym wypunktować to zdecydowanie praca z końmi, przygotowanie konia na zawody, wyjazdy na zawody, wnikliwa analiza procesu treningowego konia, budowanie zaufania i doświadczanie efektów swojej pracy jest niesamowita. Praca z ludźmi jest tak samo fascynująca. Myślę, ze mogę nazwać siebie instruktorem z powołania. Staram się nauczyć, nie „odbębnić” godzinę pracy by człowiek się „po woził” na koniu. Chcę zarażać prawdziwym jeździectwem, kładę duży nacisk na lekkość, delikatność pomocy i dosiad. Jestem młodym pokoleniem szkoleniowców i chcę uczyć prawdziwego jeździectwa. Angażuję się w parę jeździec-koń, zależy mi by przekazać moją wiedzę nauczyć, co jest dobre a co złe w powodowaniu koniem. Gdy przychodzi sezon letni mam bardzo dużo obowiązków. Zaplanowanie całego dnia jest nie lada wyzwaniem, dobór koni dla każdego jeźdźca, zaplanowanie godzin pracy każdego konia pochłania dużo energii i wymaga to ode mnie szybkiej oceny predyspozycji fizycznych i psychicznych osoby i zapamiętania wszystkiego przy grupie 70 osób. Pracuję z instruktorami, którzy po każdym treningu sprawdzającym opisują mi każdego jeźdźca bym mogła go ulokować w odpowiedniej grupie.  Kocham moją pracę, ponieważ jest bardzo złożona i dużo się dzieje dzięki temu, lecz nie ukrywajmy największą nagrodą jest zadowolenie gości, którzy przyjeżdżają do nas do stajni, a jest ich ogromna ilość. Dla mnie to jest wyznacznikiem dobrze wykonanej pracy. 
 
2. Opowiedz o swoim koniu? Jak wasze drogi się połączyły? Jaki on jest?
 
Panicz świetnie rokował: jeździliśmy razem na zawody w skokach i ujeżdżeniu, przygotowywaliśmy się do startów w WKKW, wiele razem przeszliśmy. Niestety, jego kariera sportowa skończyła się w wieku 6 lat, kiedy zachorował na flegmonę.  Podjęłam decyzję, że nie będę już na nim startować. Teraz spełnia się podczas pokazów (praca ujeżdżeniowa, skoki, praca bez ogłowia), które robię regularnie w naszej stajni. Rodzice kupili mi go jak skończył 2 lata, jest już ze mną 9 lat. Nie jedna osoba mi radziłaby go sprzedać, bo nie nadaje się do sportu. Nie patrzę na niego w kategoriach: nadaje się do sportu? Czy nie? On jest moim przyjacielem, kiedyś obiecałam sobie, że zapewnię mu dożywocie. Jest to pierwszy mój koń i mam do niego ogromny sentyment. Jest koniem, który ma zdecydowanie swoje zdanie, w treningu „wolny w myśleniu”, lecz bardzo chcący się dogadać. Przez pewien długi czas wyganiał wszystkich z boksu tylko nie mnie. Jest bardzo przywiązany do mnie praca bez ogłowia na samym cordeo potwierdza to, co mówię. Z całej pracy pod siodłem najbardziej lubi skakać i przejadżki po lesie. Nie chcę brzmieć jak dziewczynka, która pisze o spełnionym marzeniu i dla idei zostawi konika dla siebie do końca jego dni. Wbrew pozorom dał mi wiele, nauczył mnie dużo, jest między mną a nim więź, której nie umiem obrać w słowa, wypatruje mnie na pastwisku, czeka na mnie, wita mnie głośno. Miałam wiele koni ulubieńców, z wieloma pracowałam, trenowałam i do tej pory mam sentyment do pewnych zwierzaków, ale wiem, że trzeba czasem zejść na ziemie i podejmować trudne decyzje w szczególności jak jest się zarządcą stajni. Dzięki Paniczowi mogę bujać w chmurach, odpocząć i mieć tą świadomość, że zawsze będzie.  
 
3. Konie są zarówno Twoja pasją jak i pracą. Czy masz jeszcze jakieś marzenia do spełnienia?
 
W swoim życiu podejmowałam różne zawody: pracowałam w biurze, byłam opiekunką do dzieci, miałam swój sklep skate shop. Luzakowałam na zawodach i pracowałam w stajni, w tym samym czasie trenowałam by być coraz lepszym jeźdźcem. Moje marzenia były by poszerzać swoje kwalifikacje pod względem koni. Czasem się zastanawiam jak ja znajdowałam na to wszystko czas. Każdy dzień spędzony w stajni, na grzbiecie konia, podczas ciężkich treningów był dla mnie drogą do spełnienia marzeń. Spełniłam w ciągu dwóch lat wiele moich marzeń, i wiele mam do spełnienia związanych z końmi. Wróciłam do startów w zawodach skokowych i ujeżdżeniowych i chcę się rozwijać się. Chciałabym zwiększyć swoje kwalifikacje, jako szkoleniowiec. Mam wiele planów na następny rok. Uważam, że każdy jeździec, trener powinien zawieszać sobie wysoko poprzeczkę. Ja tak zrobiłam, zobaczymy czy to się uda.
 
4. Współpracowałaś z Jerzym Krukowskim, bardzo doświadczonym zawodnikiem WKKW, Mistrzem Polski. Czy możesz opowiedzieć jak wyglądał Twój dzień, tydzień pracy, jako luzak takiego zawodnika WKKW?
 
Do Rakowca przyjechałam, jako dzieciak 14 letni z koniem, na którym aktualnie trenowałam i przygotowywałam się do zawodów. Z Jackiem Krukowskim spędziłam dwa tygodnie na intensywnych treningach. Dostałam propozycje od Jacka by trenować z nim, na co dzień, pomagać mu jeździć konie a w zamian będę startować w zawodach na jego koniach.  W tym, czasie Jacek miał dużą ilość młodych koni własnej hodowli i nie tylko. Zgodziłam się i tak przejeździłam setki koni, młode, trudne – świetnie ułożone konie. Nauczyłam się bardzo dużo. Pracowałam z młodymi surowymi końmi, Jacek pokazał mi jak to robić profesjonalnie. W tym czasie Jurek wrócił do Rakowca, a ja chciałam czegoś więcej. Sumiennie trenowałam, ale coraz częściej sama. Jacek miał wiele innych obowiązków i nie mógł mi poświęcać tyle czasu ile powinien, a mnie przestało bawić trenowanie samemu na dużej ilości koni .W tym czasie Jurek Kurkowski zaproponował mi taka samą współpracę, niejednokrotnie pomagał mi bezinteresownie, gdy trenowałam na koniu, z którym miałam problem. I tak zaczęła się nasza współpraca, jeździliśmy codziennie wiele koni, rozprężałam, trenowałam na jego koniach jak i na swoim. Wyjazdy na zawody były stałym elementem naszej współpracy. Gdy przejedzie się trasę 12 godzinna z 6 końmi jest się zmęczonym, a to dopiero początek dnia. Wyprowadzenie koni z przyczepy zaczynaliśmy zawsze od spaceru 30 minutowego zanim wprowadzaliśmy konie do boksów. Napojenie i danie im odpocząć. Wieczór przed karmieniem wyglądał tak, że zakładałam derkę magnetyczną ustawioną z programem na rozluźnienie mięśni i odprężenie, karmienie i sen. Pobudka 4 rano, karmienie, czyszczenie, zaplatanie i spacery końmi, które kończyłam o 7: 00 śniadanie i siodłanie. Na zawodach WKKWowskich odległości są bardzo duże, a konie są pobudzone, na jednego konia Jurek wsiadał pod stajnia, resztę musiałam doprowadzać często 2 km od stajni. Luzakowanie to ciężka praca, dbanie o kondycje koni, higienę i obserwację, pilnowanie ich by dobrze się czuły. Szczególnie po krosie o konia trzeba zadbać, wiedzieć, co zrobić by doprowadzić go do normalnego stanu, chłodzenie ciała, intensywny spacer by nie doprowadzić do „zastania mięśni”. Klacz Apokalipsa jest bardzo żywiołowym koniem, który się stresuje nowym otoczeniem. Na Mistrzostwach Polski Seniorów w WKKW w Sopocie miałam z nią ekstremalną sytuację. Świadomość luzaka, że musi zadbać o konia wartego wiele tysięcy czasem paraliżuje. Zawsze układałam sobie tak plan, ze Jurek miał wszystko na czas, została mi tylko do doprowadzenia Apokalipsa wtedy jeszcze ta klacz chodziła, 2* lecz my już wtedy wiedzieliśmy ze to wybitny koń. Gdy wkręcałam jej hacele wierciła mi się w boksie była bardzo niespokojna, ale jakoś sobie poradziłam. Wyprowadziłam ją przed stajnie na lonży, klacz wystraszyła się węza leżącego obok i wskoczyła na mnie, przewróciła mnie, przeszła po mnie i nadepnęła mi hacelem na stopę! Nie mogłam wstać, bo stała na mnie, lecz tez miałam świadomość, że nie mogłam jej puścić! Pomógł mi przypadkowy Pan, który przechadzał się przy stajniach, gdy wygrzebałam się spod niej cała poobijana, zdałam sobie sprawę, że mam dziurę w nodze i nie bardzo mogę chodzić, porwaną kurtkę i zbite ramię. A przede mną ponad 1 kilometr szybkiego marszu z zestresowanym koniem. Nie jeden by odpuścił powiedział, ze nie da rady. Zacisnęłam zęby, zmieniłam buty i ze łzami w oczach poszłam z nią. Doszłam do rozprężalni, odebrałam konia, na którym był Jurek. Nie przyznałam mu się w ciągu dnia, że koń mnie poturbował. Ambicja i poczucie odpowiedzialności nie pozwoliły mi na to.  Wróciłam z nim do stajni, i potem kolejnego i kolejnego tak doprowadziłam. Tak to jest właśnie w luzakowaniu. Wspominam wiele imprez jeździeckich bardzo dobrze, jeździliśmy po całej Polsce, nie było łatwo, ale jest to duże doświadczenie. Ogrom pracy i brak snu dawał w kość, ale satysfakcja jest duża. Fajne czasy, pełne ciężkiej pracy, satysfakcji i wspomnień. 
 
5. Kto jest Twoim autorytetem jeździeckim? Jaki najważniejszy cel w jeździectwie postawiłaś przed sobą?
 
Moim pierwszym jeździeckim autorytetem był Wojciech Mickunas. Gdy byłam młodsza prenumerowałam gazetę „Konie i Rumaki” i śledziłam rubrykę „Trener Radzi”. Przemawiał on do mnie w 100% , był bardzo odmienny w tym co widziało się na co dzień na zawodach i co się słyszało od „trenerów”. Jerzy Krukowski jest zdecydowanie moim autorytetem, cały czas z nim trenuję, jest profesjonalistą, który  stawia konia na pierwszym miejscu. To trener, który trenuje konie zgodnie z biomechanika ruchu koni, poznał dokładnie psychologię treningu koni. Nie raz, przekonałam się jak fascynująca jest zmiana konia, poprzez konsekwentne działanie wolne od przemocy i przymusu! Jestem przeciwniczką „patentów” końskich jak” czarna wodza, wypinacze i wiele innych. Nie posiadam i nie używam ponieważ szanuję zwierzęta z którymi pracuję. Kolejnym autorytetem jest Buck Brannaman. Człowiek, który czuje konie, nie tresuje ich tylko z nimi pracuje w taki sposób, że te zwierzęta chcą go słuchać. Moim największym celem jest zwiększenie moich umiejętności, które już i tak są duże, nauka czucia koni, bycia przed reakcją. Chcę być coraz lepsza w tym, co robię oraz osiągać sukcesy na zawodach ujeżdżeniowych jak i skokowych. Moim celem jest start w zawodach Ogólnopolskich, Mistrzostwach Pomorza. Moje cele są dalekosiężne, ale do spełnienia, małymi krokami będę przeć do przodu. 
 
6. Odkąd pojawiłaś się w Stajni Iskra możemy zaobserwować wiele ciekawych szkoleń, kursów. Skąd czerpiesz pomysły na organizowanie tego typu szkoleń? 
 
Moim kolejnym celem jest stworzenie cyklu szkoleń o różnej tematyce. Moim małym sukcesem jest organizacja szkoleń z Jerzym Krukowskim. Coraz większa rzesza jeźdźców, trenerów, zawodników przyjeżdża do naszej stajni na konsultacje. Ludzie chcą się szkolić, ale też chcą się zmierzyć z czymś nowym, przekonać się czy naprawdę jego metody dają efekty. Wielu jest niedowiarków, lecz nie ma osoby, która by się nie przekonała po spędzeniu trzech dni na konsultacjach, argumentów jest ogrom. Wymaga to zdecydowanie najwięcej pracy od jeźdźca i to czasem przeraża i wracają do metod, które nie powinny być stosowane. Organizowaliśmy także warsztaty z Paulina Puchałą, w których uczestniczyło ponad 20 osób z całej polski. Przed nami już w czerwcu warsztaty z Justyną Kamińską, która specjalizuje się w fizjoterapii koni. W październiku 2016 Wojciech Mickunas u nas zawita. Moją inspiracją jest wszystko to, co dobre dla koni. Na organizowane przeze mnie szkolenia zapraszam tylko fachowców w swojej dziedzinie. Osobowości te mają wiedzę niezbędną do uczenia innych. Chciałabym by ISKRA nie była tylko kojarzona z wczasami w siodle, wakacjami w siodle, lecz tez jako ośrodek szkoleniowy. Chciałabym by ludzie nam zaufali pod tym względem. W tym roku mamy za sobą pierwsze szkolenie licencyjne dla instruktorów PZJ z Jerzym Krukowskim. Opinie, które otrzymaliśmy są świetne, więc mam nadzieję, że tak będzie dalej. Kolejne szkolenia licencyjne planuje na wrzesień, październik. Zachęcam do śledzenia naszej zawsze aktualnej strony stajniaiskra.pl w zakładce szkolenia.  
 
7. Prowadzisz blog, w ktorym przedstawiasz bardzo ciekawe zagadnienia, takie jak pamięć końska, instynkt stadny czy też jak poradzić sobie w przypadku problemów ze swoim wierzchowcem. Skąd pomysł na takiego bloga?
 
Zawsze uwielbiałam pisać, opisywać zagadnienia i dzielić się swoimi refleksjami i najpierw urodził się pomysł założenia Fanpage na feacebooku pod nazwą „Jeździectwo Bez Tajemnic”. Prowadzę go od ponad dwóch lat z koleżanką, która specjalizuje się w fotografii koni. Połączyłyśmy swoje dwie pasje by móc się dzielić nimi z innymi.  Dojrzałam do decyzji by założyć poważny blog w którym będę spisywać swoje doświadczenie związane z końmi, luźne myśli i refleksje na różnorakie zagadnienia. W ten sposób chcę pomagać, uświadamiać ludzi, co jest dobre, jak wspaniałymi zwierzętami są konie. Zapraszam do odwiedzania mojego blogu http://www.stajniaiskra.pl/art/953/zwykly-dzien-niezwyklego-instruktora.html
 
Dziękuję za rozmowę,
Katarzyna Krynicka
Komentarze

Prześlij nam newsa