Lifestyle

Na trzylatku w halterze i bez strzemion

Na trzylatku w halterze i bez strzemion

Mówi się, że świat koniarzy jest mały, a metod szkolenia wiele. Można by rzec, że co trener to inna teoria. Większość jednak korzysta z wiedzy i nabytego doświadczenia oraz praktyk, które w mniejszym lub większym stopniu się powielają lub bazują na tych samych podstawach.

Obecnie można podzielić koniarzy, na klasyków, naturalsów oraz tych co łączą obie te metody. W każdej z tych grup są inne sposoby i inne patenty używane do porozumiewania się z koniem.
U klasyków spotykamy np. pasy do lonżowania, wypinacze, gogi, czarne wodze, czambony, lonże, baty do lonżowania, czapraki, klasyczne siodła i ogłowia z różnorakimi wędzidłami.
Wśród sprzętu u naturalsów znajdzie się halter, lina treningowa, carrot stick, pady, siodła i ogłowia westernowe ze specjalistycznymi kiełznami.
W grupie łączącej obie metody możemy spotkać np. konia lonżowanego na halterze z przypiętą klasyczną lonżą.
Ale w sumie nie o sprzęt tu chodzi, a bardziej o metodę komunikacji z koniem, a co za tym idzie do wykonywania ćwiczeń.
Jeżeli o mnie chodzi, to mogę się zaliczyć do tej ostatniej grupy. Wychowałam się na klasycznych metodach ale w miarę poznawania naturalu starałam się połączyć obie te metody i wyłonić z nich to co będzie mi do pracy z koniem niezbędne. Jeżdżę w klasycznym siodle, lonżuję na klasycznej lonży, używam zarówno haltera jak i ogłowia, w ręku trzymam klasyczny bat. Jednak staram się być świadoma swojej mowy ciała i przekazywanych przez nią komunikatów oraz tego co koń do mnie „mówi”.

Koń z którym obecnie pracuję ma już teraz ponad 3,5 roku. Pracę z nim rozpoczęłam gdy miał cztery miesiące na zwykłym źrebięcym kantarku i klasycznym uwiązie. Wiązanie, prowadzanie, poznawanie świata i nowych przedmiotów, zabiegi pielęgnacyjne, podnoszenie nóg. Wszystko niby zgodnie z klasyką ale nie do końca. Malutki słodki źrebaczek niestety nie na wszystko mógł sobie pozwolić. O obwąchiwaniu mnie przy zabiegach pielęgnacyjnych czy wyprzedzaniu podczas prowadzenia nie mogło być mowy. Konie to zwierzęta stadne i znają swoją hierarhię w stadzie, a tworząc z koniem stado, to my musimy być przywódcą. Przywódcą dominującym ale zarazem godnym zaufania i szacunku. Uzyskując zaufanie nie straszne nam były folie, hula-hopy, parasole i inne straszaki.

Praca z ziemi pozwala nam osiągnąć porozumienie z koniem, co w przyszłości procentuje w pracy z siodła. Podstawowym ćwiczeniem jest lonżowanie czyli wg rozumowania konia nic innego jak odganianie go od siebie czyli od stada, by w końcu pozwolić mu do niego wrócić. Najlepszym miejscem do tego jest oczywiście lonżownik lub round pen. Jednak gdy go nie mamy pozostaje lonża lub lina.
Lonżowanie na kantarze czy halterze? W początkowej pracy w sumie bez różnicy (na lonżowniku i round pen’ie najlepiej bez), gdy chcemy nauczyć konia chodzenia po kole. Halter bardziej przenosi sygnały i staje się pomocny gdy zaczynamy ćwiczenia opuszczania głowy, podążania za ręką, cofania, ugięć głowy. itp. Ale żeby zacząć te wszystkie ćwiczenia koń musi zechcieć z nami „rozmawiać”. Większość z nas lonżując konia nie zdaje sobie sprawy ile sygnałów porozumienia przeocza. Wewnętrzne ucho skierowane w naszą stronę, to pierwszy sygnał nawiązania kontaktu od naszego konia. Oblizywanie się, opuszczenie głowy to znak, że nasz koń gotowy jest do współpracy. Wtedy możemy zacząć z nim kolejne ćwiczenia. Śmiać mi się chce, jak słyszę stwierdzenie, że koń pracuje grzbietem dlatego schodzi z głową w dół. Tak, ale w odwrotnej kolejności, Koń opuszcza głowę w celu osiągnięcia porozumienia. Przede wszystkim może ją opuścić, jeżeli nic go nie ogranicza, grzbiet ma rozluźniony, a więc zaczyna nim pracować. Rozluźniony grzbiet to podstawa do dalszej pracy z siodła.

Z koniem, który chce z nami współpracować możemy osiągnąć wiele ćwiczeń, które przydadzą się w przyszłości. Różne starszaki, plandeki, nawet wejście do przyczepy, to kwestia zaufania konia do swojego przywódcy i chęć podążania za nim.  Wiele pomocnych ćwiczeń znajdziemy w książce 101 ćwiczeń z ziemi. Do tych ćwiczeń przydaje się halter i carrot stick, Będąc w posiadaniu sticka i tak w większości używałam bata ujeżdżeniowego z przywiązanym sznurkiem, dając sygnały rączką bata. Carrot stick jest na tyle pomocny jeżeli chodzi o konie mniej wrażliwe, bo się nie wygina. Bat do lonżowania zbytnio się nie nadaje ponieważ jest za długi. Ćwiczenie ustępowania  od nacisku bata czy nawet palca, to podstawa do ustępowania od łydki. Kolejne ćwiczenia  z ziemi jak zwrot na zadzie czy na przodzie tylko ułatwią nam wykonanie tych ćwiczeń z siodła. Ćwiczenie podążania za ręką pozwoli nam uzyskać konia zwrotnego. Opanowanie ćwiczenia „stój” zaowocuje spokojnym nie kręcącym się koniem przy siodłaniu, wsiadaniu, dopinaniu popręgu bez konieczności wiązania czy trzymania za wodze. Ćwiczenie podskakiwania przy boku opierając się rękoma o grzbiet pozwoli oswoić konia z naszą obecnością i ruchem góra dół. Dzięki temu nasz koń nie przestraszy się w momencie wsiadania czy zsiadania. Wszystkie te i inne ćwiczenia możemy osiągnąć na skupionym i odprężonym koniu. W nerwach, siłą i w pospiechu nic nie osiągniemy.

Często zdążają się przypadki gdy chcemy już zacząć jakieś ćwiczenie, a wszystko inne jest ważniejsze dla naszego konia, tylko nie my. Oznacza to, ze nie do końca osiągnęliśmy z nim porozumienie i należałoby zacząć od początku: ucho, jeżyk, głowa.

Skupiony koń w geście przyjęcia, przeanalizowania zadania przeżuje czyli przegryzie tylnymi zębami. Gdy zrozumie o co nam chodzi i wykona ćwiczenie powinniśmy odpuścić presję czyli np. jeżeli uczymy konia zwrotu na przodzie powinnyśmy odpuścić nacisk w momencie nawet minimalnego ruchu zadu w bok. Nagrodą dla konia jest już odpuszczenie presji, odpoczynek, dobre słowo, pogłaskanie czy podrapanie w ulubionym miejscu. Ja mówię „taaaaki dobry koń” i głaszczę. Nagrodą także jest smakołyk ale ta metoda uczy naszego konia domagania się, wąchania po rękach, czasem łapania wargami w momencie gdy np. chcemy przypiąć lonżę lub gdy nasza ręka znajdzie się przy pysku.

 

Do ćwiczeń bardzo przydatnych należą spacery w ręku. Można chodzić zarówno z innymi końmi jak i samemu, gdy koń ma do nas zaufanie. Gdy wybieramy się z innymi końmi warto do towarzystwa wybrać konie doświadczone, zrównoważone, niepłochliwe. Koń nerwowy i bojący się nie będzie dobrym nauczycielem dla naszego młodzika. Chodzenie przez wieś, po lesie pozwolą oswoić konia z otoczeniem z samochodami, rowerami, zwierzyną leśną, psami za płotem.  Po deszczu polecam ubrać kalosze lub gumowe oficerki i pokazać koniowi że kałuża, to nie wielka czarna, koniożerna dziura bez dna, a i że w błoto też można wejść. Latem, gdy tylko mamy taką możliwość warto wybrać się na spacer nad jezioro i oswoić konia z wodą. Dzięki temu wyjazd w teren czy wejście do wody nie będzie niczym nowym i stresującym.

Gdy przychodzi czas na siodło niektórzy od razu je zakładają z całym osprzętem. Ja działam stopniowo. Pracuje na halterze i najpierw zakładam pas do lonżowania, by koń przyzwyczaił się do ucisku wokół brzucha. Potem zakładam siodło ale bez strzemion. Po kolejnych lonżach gdy koń już się przyzwyczai do siodła dopiero podpinam strzemiona.

Dzięki takim ćwiczeniom, koń z którym pracuję od źrebaka bez problemu przyjął mnie na grzbiecie. Dosiadłam go po raz pierwszy na oklep. Ot tak po prostu na niego wsiadłam, bez wcześniejszego planu. Pomyślałam sobie: a może wsiądę? I wsiadłam 🙂 Nie zrobiło to na nim większego wrażenia, jakby tak miało być, jakby na to czekał. Pod siodłem również nie było problemu. Kilka jazd na lonży i spokojnie mogłam już sama sobie tuptać stępem po placu. Pierwszy wyjazd w teren także przebiegł bez sensacji. Młody „szedł jak stary koń” pierwszy na czele stawki bez strachu, obaw czy niechęci, na halterku i bez strzemion.

Czy rezygnuje z jazdy na ogłowiu? Co lepsze halter czy ogłowie pytają? No cóż w sumie na dzień dzisiejszy ogłowie nie jest mi potrzebne ale dobrze żeby koń umiał również chodzić na wędzidle. W tym celu pracuje czasami równolegle na ogłowiu i halterze trzymając wodze jak w munsztuku, gdzie główną wodzą prowadzącą jest lina od haltera. Dzięki temu koń podąża za ruchem reagując na delikatny sygnał. Zakładam ogłowie również gdy jadę w teren z większą grupą koni. To bardziej ze względów bezpieczeństwa. Konie to zwierzęta stadne, idąc w grupie często się nakręcają, denerwują, płoszą itp. Wole nie dopuścić do sytuacji gdzie instynkt stadny wziął by górę.
Co lepsze, haleter czy ogłowie? Hm? W zależności od tego co się chce osiągnąć. Umiejscowiłabym halter pomiędzy zwykłym kantarem, a ogłowiem. Ponieważ wg mojego doświadczenia jego działanie jest mocniejsze od zwykłego kantara ale słabsze od ogłowia z wędzidłem. Widziałam konie, które nie reagują na halter i ciągną swoich właścicieli, gdzie na ogłowiu tego nie robią. Jednakże wiele osób popełnia błąd myśląc, że zakładając halter załatwią sprawę. Jak już wspominałam, to nie kwestia sprzętu tylko porozumienia, zaufania, szacunku i dominacji.

Co dalej? Kolejne kroki na placu, czyli udoskonalanie z siodła ćwiczeń nad którymi pracowaliśmy z ziemi, z dołożeniem łydek i reakcją na dosiad oraz głównie jazda w terenie w celu uzyskania równowagi i kondycji konia.
Pierwszy wymarzony galop, kąpiele w jeziorze i Hubertus już za nami 🙂

AK

Komentarze

Prześlij nam newsa